Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 maja 2014

Jedno Memo, a 10 zastosowań dla dzieci w różnym wieku.

Matka zawsze była ogromnym fanem gier planszowych i od lat najmłodszych postanowiła dziecku takowy rodzaj aktywności intelektualnej proponować.
Młode na szczęście złapało bakcyla i planszówki w Matki domu stały się stałym elementem domowych zabaw edukacyjnych. Z czasem przybywało ich coraz więcej i więcej, wykorzystywane były na wielu frontach. Były motorem do zabawy indywidualnej, z rodzicami, róweśnikami, nawet nie raz goście załapali się na "partyjkę" domino albo innej gry o szerokim zakresie wiekowym w stylu ... gra dla osób od lat 5 do 105 :)

Tylko od czego zacząć. Szczególnie w sytuacji kiedy w domu mamy jedno/dwu/trzylatka. Co będzie dla niego interesujące, nie za trudne, a przy okazji nie doprowadzi Matki do szału? Warto wybrać coś co można wykorzystać na wiele sposobów i wystarczy na lata.
Na start poszło MEMO (zwane też memory, a po naszemu pamięcią)
Gra o prostych zasadach, która świetnie ćwiczy pamięć, koncentrację, kojarzenie, uczy logicznego myślenia.


Cała gra to zaledwie 24 tekturowe kartoniki, na nich obrazki, właściwie 12 obrazków razy dwa. Zasady są banalne. Wszystkie odwrócone są obrazkiem do dołu. Gracz ma za zadanie odkryć kolejno dwa kwadraciki i starać się trafić w parę. Wygrywa ten kto zbierze najwięcej par.


Zanim Matka pierwszy raz zagrała ze swą pociechą ..... zastanawiała się głęboko czy oby niespełna 3-latek podoła zadaniu. Czy możliwe jest by taki malec wytrwał do końca gry? Jakież ogromne było jej zdziwienie, kiedy po zakończeniu i ogłoszeniu remisu młode zapragnęło powtórki.... i tak trzy razy..... Oj bardzo zdziwiła się Matka, że taka gra może zapewnić sporą frajdę dziecku, a Matce odrobinę spokoju...


Zaletą gry jest jej wszechstronność i w sumie ponadczasowość. Nadaje się nawet dla roczniaków, trzeba tylko odpowiednio zmienić zasady gry. Można zagrać samemu, można w parze lub w kilka osób.

Kilka naszych zabaw z tą MEMO od GRANNA dla maluszków od roku do 3 lat:

1. Gdzie jest miś?
Wyciągamy trzy kartoniki, w tym ten z ilustracją misia. Do ręki bierzemy drugi kartonik z misiem i pytamy.... gdzie jest miś? Dziecko wybiera prawidłową kartę z trzech leżących przed nim.

2. Który klocek przedstawia.... instrument (zabawkę etc.)
Przygotowujemy trzy kartoniki, w tym ten ilustrujący gitarę (misia etc.) i pytamy, który kartonik  przedstawia instrument. Dziecko wskazuje na jeden z kartoników wyłożonych przed nim.


3. Ułóż sentencję
Prosimy dziecko aby utworzyło np. dwa rzędy - jeden z obrazkami ułożonymi do góry drugi z obrazkami ułożonymi do dołu, albo ułożenie figury geometrycznej np. kwadrat skaładający się z katoników 4x4 w sposób alby powstała szachownica, czyli kartonik odkryty obok kartonika z zakrytym obrazkiem. 
4. Ułóż wieże
Zachęcamy dziecko, aby z klocków ułożyło możliwie najwyższą wieżę.
5. Nazwij przedmiot
Dziecko nazywa przedmioty, które widzi na obrazkach
6. Pogrupuj obrazki
Poukładaj kartoniki w zbiory np. wg koloru tła, grup przedmiotów: zabawki, instrumenty etc.

Ze starszakami można już pobawić się w bardziej zaawansowane opcje:
7. Kalambury I
Dziecko losuje jeden kartonik i pokazuje (bez mówienia) co na nim  jest, do czego służy etc. druga osoba zgaduje. Potem zmiana ról.
8. Kalambury 2
Dziecko losuje kartonik i na kartce próbuje (bez pokazywania) go narysować, druga osoba zgaduje co to za przedmiot. Potem zmiana ról.
9.Kalambury 3
Dziecko losuje kartonik i opowiada co jest na kartoniku, ale nie może podać nazwy przedmiotu, druga osoba zgaduje co to może być. Potem zmiana ról.
10. Ułóż historię
Dziecko losuje kartonik i tworzy historię o przedmiocie, który znajduje się na obrazku.

Ocena: 4,5/ 5
Cena:  20,90 - 29,90 PLN
Info od producenta - TUTAJ

wtorek, 1 października 2013

BENIAMIN dostarcza zabawki plastyczne dla dzieci

Oko Matki wyczytało w literaturze dla rodziców, że malowanie na duuużych powierzchniach bardzo dobrze wpływa na rozwój dzieci, więc Matka zaopatrzyła u Beniamina siebie a właściwie se pociechy w farby do malowania palcami.


Farby dodatkowo posiadają zabawne pieczątki sztuk 10, bo właśnie tyle kolorów wchodzi w skład kompletu.
Według informacji na opakowaniu produkt przeznaczony dla dzieci powyżej lat 3, w związku z tym że 2-latek by pod bacznym okiem Matki to zalecenie ...
Aby oko Matki nie zbielało ze złości a mali artyści mogli dać upust swojej fantazji małoletni zostali zabezpieczeni,  o stole też nie zapomnieliśmy.
Dzieci bez trudu poradzili sobie z opakowanie i odkręcaniem farbek.


No i palce poszły w ruch:


Farby okazały się bezzapachowe i nie uczuliły nawet alergika, za co duży plus. Bardzo dobrze się rozprowadzały.
Pieczątki niestety nie udały się zbytnio,kształty były słabo widoczne, przyczynić się do tego mogła zbyt duża ilość farby nakładana na figury.


Miłe dla małych paluszków farby rozprzestrzeniły się się po łokcie.



A jak wymieszać kolory?! A tak:


"Mamo, mamo czy możemy pojemniczki do wanny?!". W sumie czemu nie. Bez problemu udało się umyć opakowania, które pozostały po farbach. Dzieci, ubrania też udało się doczyścić.


Matka wynalazła gdzieś siatkowy woreczek, który w domu posiadała, zapakowała i umieściła w domowej łazience, dzięki czemu zyskaliśmy fajną kąpielową zabawkę.


Ocena: 4,5/5,0
Cena: 9,99
Kupisz: www.sklep.beniamin.com.pl

wtorek, 27 sierpnia 2013

Mamy oko w mazak dmucha!

Matka ostatnio upałów miała dość i postanowiła dziecko w domu przechować i zabawy stacjonarne urządzić. Tylko co tu robić? - pomyślała. Kredki nienatepmerowane, farbami się upaprze dziecię. Siebie jak siebie, bardziej żal świeżo wypranego dywanu. Oko matki bystro przeleciało po półkach z plastyką i łuna światła wpadła do maminej źrenicy.



Wrzesień za pasem, wyprawka na długie wieczory zakupiona w jednym z miejsc kultu pod owadzim pseudonimem. Znalazło się w owym zbiorze kilka perełek.

Jedną z takich pereł okazały się owe magiczne mazaki.

Co w nich jednak takiego magicznego? - matka zastanowiła się przez chwilę. Oko swe przetarła i zbliżyła do pudła.

Magiczne mazaki do dmuchania - dmuchaj i rozpylaj kolor - 8 sztuk. - czyta mamrocząc.... i wielka UWAGA! - Nieodpowiednie dla dzieci w wieku 3 lat. Matka dziecko młodsze posiada, nie mniej jednak obejrzała dmuchadła i uznała, że nic tam przez paszczę jej dziecka się nie przeciśnie i ryzyko użycia podjęła.


Podłoże pod twórczość przygotowała, otworzyła opakowanie. Zwinnie wyjęła dołączone szablony i na tym zwinność się skończyła.


Co z tym zrobić? - zamamrotała ponownie, używając jednocześnie w myśli słów niej cenzuralnych.  Nie mało czasu matce zajęło zrozumienie skomplikowanego mechanizmu dmuchadła. Na szczęście dziecko Matki intuicją się pokierowało, sprytnie rozłożyło sprzęt na czynniki pierwsze, a kiedy Matka go do kupy zbierała zauważyła, że element za pisanie odpowiedzialny trzeba do góry nogami wywrócić i dopiero radosną twórczość rozpoczynać.



I zaczęły dmuchać Matka i dziecko razem. I wydmuchały kosmos z niezliczoną gwiazd i księżyców ilością.





Matkę strasznie zachwyciła radość dziecka i zadowolona była, że to popołudnie spędziła w domu. Dziecko nowych umiejętności nabyło, płuca pogimnastykowało. Nie jedna pani logopedka swe oko by nacieszyła widząc taką zabawę. Bo jak wszem i wobec wiadomo wszystko co do dmuchania zachęca wpływ ma nie mały na zwinność paszczy fachowo nazywanej aparatem mowy.



Matka postanowiła ocenę mazańcom wystawić. Pozytywną bardzo. Na możliwych punktów 5 aż 4,5 przyznała. Pół obcięła, bo czasu sporo straciła na na załapanie o co kaman. Jak już załapała to potem same pozytywy były i o mazakach w superlatywach mówić będzie.

Cena ją też miło zaskoczyła. Tyle radości za 6,99 to całkiem rozsądny wydatek, który portfela matki zbytnio nie uszczuplił. Zatem Matka mazaki POLECA!

Podsumowując:
Ocena: 4,5/5
Cena: 6,99

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Zwierz wyhodowany od podstaw.

Ostatnio na bazarach, stoiskach przydrożnych w nadmorskich kurortach oraz w innego typu podobnych przybytkach można natknąć się na pewien chiński wynalazek. 
Zgrabne pudełeczko, nie wielkie, jakaś tam instrukcja tylko po angielsku. Samo pudełeczko nawet nie bardzo zwraca na siebie uwagę, jakieś takie szarobure, jakieś jajko i dinozaur. 




My jednak zwróciłyśmy na nie uwagę buszując w gadżetach wyprodukowanymi rękami braci i sióstr chińczyków. Bardzo nas zafrapowało co tam w środku siedzi. Ku naszemu zaskoczeniu... miła niespodzianka. To dinozaurze jajo..... ale nie byle jakie. Z tego o to jaj wykluwa się dinozaur. Nie dość, że się wykluwa przez 48 godzin, to jeszcze rośnie! Potem co prawda maleje, ale i tak robi wrażenie.




Takie oto jajo, po rozpakowaniu wrzucamy do szklanki napełnionej wodą (wszystko wg instrukcji.... żeby nie było) I takie oto jajko się moczy... moczy..... moczy......




Po kilku godzinach zaczyna pękać, powolutku pęknięcie staje się coraz większe, a ze środka zaczyna wystawać mały dinozaurzy pisklak.... no dobra póki co tylko jego mordka....




Czekamy dalej....czekamy.... czekamy..... z godziny na godzinę pęknięcie robi się coraz większe, a nasz nowy przyjaciel powoli wita się ze światem.








Skorupka kruszeje, po kawałku odpada......






i jest! Oto jest mały.... dinozaur (wybaczcie nie znam się dobrze na tych gadach, więc nie mam pojęcia jaką ma nazwę rodzajową ) My szybko nazwaliśmy go …. może dość tendencyjnie..... DINUŚ.
Dinuś zamieszkał z nami.... dobrze mu się wiedzie..... niestety w wyniku upałów odrobinę się skurczył.



Powiem Wam szczerze, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten wynalazek, bo chyba ciężko to nazwać inaczej. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to zabawkaedukacyjna, bo w końcu krok po kroku pokazuje proces wykluwania się zwierzaka z jaja..... tu akurat dinozaura.

Sama struktura zabawki przemyślana. Jajo wykonane z jakiejś dziwnej twardej substancji z wywierconymi dziurami. W środku ściśnięty mały dinuś umieszczony w galarecie, która pod wpływem wody rozpycha skorupkę. Sam dinuś w momencie kontaktu z wodą się rozpręża (rośnie) i dzielnie wydostaje się ma zewnątrz.

Bardzo przystępna cena, można go mieć za niespełna 10 zł.


Nasza ocena: 5.0 na 5.0

piątek, 24 maja 2013

Lodziarnia z plastociasto!

Ostatnio w nasze ręce trafiła pewna kreatywna zabawka. Ku mojemu zdziwieniu produkt pochodzi z popularnego dyskontu - Biedronki.

Producent na jego temat wypowiada się skąpo:
"Kreatywna zabawa dla całej rodziny.
Rozwija wyobraźnie i ćwiczy zdolności manualne.
Miłe w dotyku, łatwe do modelowania. Foremki umieszczone w pokrywce każdego opakowania."
czyli generalnie opis nie mówi totalnie nic. Dodatkowo dołączona ulotka dotycząca ostrożności z informacją, że adresowana jest do dzieci powyżej 3 roku życia.

Wszystko zapakowane w spore kartonowe i kolorowe pudło. Absolutnie nie wskazuje na produkt dyskontowy.


Po rozpakowaniu i złożeniu elementów otrzymujemy lodziarnię na dość stabilnej podstawie, dwa szablony nadające ciastolinie kształt, plastikowy nóż, dwa plastikowe wafelki i również dwa pucharki. Ponad to 5 małych pojemniczków z ciastoliną: biały, żółty, niebieski, czerwony, brązowy. Każde pudełeczko zaopatrzone w pokrywkę będącą jednocześnie foremką do modeliny: ryba, telefon, samochód, domek x2.



Ciastolina trafiła w ręce 2- latki, która z tego rodzaju masami miała do czynienia wcześniej. Jednak pierwszy raz w jej małe łapki wpadł tak profesjonalny sprzęt. Jego obsługa okazała się bardzo intuicyjna. Córka bez większego zastanowienia wiedziała gdzie trzeba co włożyć, gdzie przycisnąć.


Zabawka całkowicie spełniła moje oczekiwania. Córka poświęciła jej wiele uwagi i swojego czasu. Z zapałem produkowała różnokolorowe lody i desery. Jedynym minusem było to, że podczas silniejszego nacisku na tłok bez podtrzymywania podstawy (jak na poniższym zdjęciu) lodziarnia przewracała się do przodu.


Sama ciastolina okazała się dobrej jakości. Zupełnie nie odbiegała standardami od produktów renomowanych firm. Oczywiście pozostawiona na dłużej nie spakowana obsycha, ale jest to zjawisko charakterystyczne dla wszystkich tego rodzaju mas.


Rzecz, o której warto pamiętać, to dokładne czyszczenie lodziarni po zakończeniu zabawy. Niestety pozostawione w niej kawałki masy twardnieją i przy kolejnym użyciu trzeba ją wydłubywać, co jest kłopotliwe. Nie mniej jednak utrzymując lodziarnię w czystości możemy jej używać bez wcześniejszych przygotowań.



Pozytywnie zaskakuje cena. Zestaw można nabyć w Biedronce za 19,90 zł. Dodatkowo w sprzedaży są też zestawy samej ciastoliny, którymi można uzupełnić np. kolory ( bez dodatkowych akcesoriów).
Brakuje jednak jakiegoś pudełka, opakowania, w którym można przechowywać wszystkie elementy.